Zamiast siebie
Macocha od razu widziała, że Lidia wcale nie chce wychodzić za mąż za wdowca i nie dlatego, że miał małą córeczkę, ani że był od niej starszy, tylko po prostu się go bardzo bała. Jego spojrzenie przeszywało ją na wskroś, aż serce zaczynało tłuc się jak oszalałe, próbując odpierać te spojrzenia. Lidia patrzyła w podłogę, nie chciała wcale podnieść głowy, a jeśli już spojrzała w oczy każdy widział, że zbierają się w nich łzy.
A te łzy płynęły potem strumieniem po zarumienionych ze wstydu policzkach. Ręce jej się trzęsły, a drobne piąstki chciały się bronić przed macochą i przed tym wybranym dla niej kawalerem. Ale język zdradliwy jak zwykle powiedział: Dobrze, pójdę.
No i dogadane! cieszyła się macocha. Do takiego domu, do takiego gospodarza wstyd nie iść! On to za pierwszą żoną kurz zdmuchiwał, taka była niezdara i słabiutka, cały czas chorowała, kaszlała. Jak szli razem, to on robił trzy kroki, ona jeden i już musiała odpocząć, jak parowóz oddychała. On wtedy tulił, uspokajał, nigdy nie nakrzyczał, o! Nie to, co twój ojciec ten to dopiero był w gorącej wodzie kąpany.
Jak była w ciąży, mało kto ją widywał. Cały czas leżała, a potem, jak już urodziła, to sam do dziecka wstawał w nocy, bo ona zupełnie opadła z sił.
Matka Fiodora tak wszystkim opowiadała.
A ty? Ty jesteś jak jabłko na krzaku zdrowa, rumiana. On posadzi cię w czerwonym kącie. I do kosy umiesz, i do sierpa, i prząść i tkać potrafisz. Młodzi to jeszcze takie niepewne, a u tego wszystko wiadomo porządek i spokój. No trafiło ci się, dziewczyno!
Nastawię samogonki, posiedzimy wieczorem, a wdowiec nie potrzebuje wesela, żeby nie drażnić świętej pamięci tańcami. Nawet kazał nie zbierać posagu mówił, że dom po brzegi.
Fiodor żenił się z Weroniką z prawdziwej miłości, wiedząc, że ona często choruje i jest słaba. Matka go próbowała odwieść że taki zdrowy chłop, a żonę chce wziąć bidulę ale on się uparł. Ludzie plotkowali, że ktoś go zaczarował, bo tylko omamiony tak się sam pcha na cierpienie.
Lekarze mówili, że Weronika ma bardzo słabe płuca, każda infekcja kończy się zapaleniem i astmą, a potem to różnie bywa.
Fiodor wierzył, że miłością przegoni śmierć. Będzie pielęgnował, troszczył się, to choroba odejdzie. I najpierw rzeczywiście w małżeństwie im się układało: młode, szczęśliwe małżeństwo, wszyscy im zazdrościli tej radości.
Potem, gdy Weronika zaszła w ciążę, jakby coś w niej pękło. Przewlekłe osłabienie, zawroty głowy, senność Tak zesłabła, że nie mogła ani prać, ani krowy doić, nawet włosów uczesać nie była w stanie.
Lekarze mówili: zwykła ciążowa przypadłość, urodzi i się wzmocni.
Fiodor nigdy słowa nie powiedział jej złego, tylko się troszczył i bronił przed matką. Matka cały czas marudziła, że sprowadził sobie do domu nie gospodynię, a krzyż. W końcu poprosił ją, żeby tak często nie przychodziła.
Weronika urodziła córeczkę, a Fiodor miał nadzieję, że ich szczęście wróci. I wróciło ale na krótko. Raz się tylko przeziębiła i już się nie podniosła marniała z dnia na dzień.
Zabrali ją do szpitala, lekarz powiedział bardzo prosto, po wiejsku:
Te płuca się sypią i koniec.
Weronika wiedziała, że mało jej zostało, najpierw jeszcze próbowała ukrywać swoje przeczucia. Uśmiechała się, ale w tym uśmiechu było więcej cierpienia niż radości, oczy bardzo się bały o przyszłość własnego dziecka.
Jakby jej spojrzenie chciało na zawsze zostać w pamięci najbliższych: chuda, z wystającymi żebrami i zapadniętą klatką piersiową, cienkie, słabe ramiona. Bez słów było wiadomo, że śmierć stoi już obok.
Czując, że to już niebawem, Weronika poprosiła męża, żeby chwilę ją posłuchał.
Jeszcze się taki nie urodził, co by plany Boga zmienił powiedziała. Nasza miłość już nie ma siły walczyć, jestem zmęczona, i bólem, i myślami. Wybacz mi i ty, i córeczka. Moje życie było trudne, wasze też takie się stało przeze mnie.
Fiodor objął jej gorące ręce, zaczął całować. Po oddechu czuł, że ona śpieszy się ze słowami zostało jej niewiele czasu.
Mówiła o miłości do nich, do córki, płakała z głębi serca, w końcu zebrała się w sobie i powiedziała:
Ożeń się z Lidią. Ona dobra dziewczyna, ciebie pokocha, o dziecko się zatroszczy. Sama była bita i przez macochę, i przez pijaka ojca, wiem co jej w życiu przyszło. Lidia jest ciepła, pracowita, cierpliwa nie skrzywdzi małej, pokocha cię. Traktuj ją tak, jak mnie Bądź z nią, jakbyś był ze mną. Wybacz te słowa, ale ja już nie tylko płuca mam chore, na duszy mi ciężko od tych wszystkich zmartwień. Ale synku, pamiętaj córki nie skrzywdź, bo cię przeklnę po śmierci.
To było ostatnie, co powiedziała ścisnęła mu rękę i już była cicha.
Fiodor płakał, obraz ukochanej mu pływał przed oczami, czuł, że ona odchodzi. Twarz spokojna, z delikatnym uśmiechem, patrzyła w jeden punkt. Ręka cały czas obejmowała jego dłoń.
Całował ją w czoło i ręce i powtarzał, że wszystko zrobi, jak chciała. I dlatego też, rok po śmierci żony, poszedł prosić o rękę Lidii.
Macocha Lidii była przygotowana przez teściową Fiodora, bo i jej zależało, żeby wnuczka miała dobrą mamę. Chorowała i bała się, że sama niedługo odejdzie. Chciała dla wnuczki i zięcia spokoju.
Wiele wycierpiała jako matka chorej córki, za to jak Fiodor ją kochał, była gotowa Bogu do końca życia dziękować.
Zaręczyny były jak przez mgłę. Widział, że jego córeczce bardzo brak mamy, a i jemu gospodyni. Zdecydował się spełnić życzenie Weroniki. Już wcześniej przyglądał się Lidii była cicha, posłuszna, piękna i co najdziwniejsze, trochę przypominała mu zmarłą żonę. Ta sama warkocz, ten sam uśmiech, ten sam krok
Czasem miał ochotę podejść i mocno przytulić, choćby na chwilę, po prostu pomilczeć, wyobrażając sobie żonę przy sobie. Lidia sama nie wiedziała, czemu się zgodziła. Może miała dość służenia macosze, dość przyprowadzania do domu pijanego ojca i bronienia go przed macochą? A może już miała dosyć wyśmiewania przez siostry? Może jej po prostu żal było córeczki Fiodora?
Tak czy inaczej zgodziła się, a potem zrozumiała, że przed nią jeszcze jedno wyzwanie: pokochać Fiodora i sprawić, by on ją pokochał.
Po zaręczynach Fiodor postanowił przybliżyć swoją córeczkę Alę do Lidii.
Weronika praktycznie nie wychodziła z domu, tylko była z małą. Całe noce czasem nad nią czuwała. Fiodor czasem widział, jak Weronika pochyla się nad córeczką, coś jej szepce, jakby ją przygotowywała do życia bez mamy.
Nie dawało mu spokoju, co żona mogła mówić tej swojej ukochanej kropelce. Ala była bardzo domowa do obcych prawie nie podchodziła, miała tylko tatę, mamę, babcię i drugą, trochę kłótliwą babę.
Fiodor przyprowadził Lidię do domu, żeby mogła spokojnie pobyć z Alą, bez przesadnie serdecznej macochy, która zachowywała się, jakby właśnie wyprowadzali z gospodarstwa niepotrzebną krowę.
Lidia sama była bardzo cicha przy Fiodorze, ale szybko zauważyła, że wcale nie jest taki groźny, wręcz przeciwnie: ciepły, uprzejmy. Od razu wypytał, czy ona kogoś nie kocha, że jeśli tak, to on się usunie. O słowach żony nawet nie wspomniał.
Dom Lidii aż zszokował piękne meble zrobione ręcznie, obrazy haftowane kolorową nicią, bielutkie zasłonki, przestronne, jasne pokoje. Mała Ala nie przestraszyła się nowej osoby była nawet kokieteryjna.
Zaraz przyniosła swoje zabawki i prosiła Lidię do wspólnej zabawy. Chciała się dotknąć do jej ręki, patrzyła w oczy bardzo ciekawie i czasem się uśmiechała. Lidia kilka razy objęła ją podczas zabawy i poprawiała jej, piękne jak u mamy, włosy.
A wiesz co? Uczeszę cię jak księżniczkę! Będziesz śliczna zaproponowała z czułością.
Fiodor patrzył na to ich zbliżanie się i aż łzy radości mu do oczu podchodziły.
Bardzo się bał wprowadzać Lidię, bo Ala ciągle pytała o mamę, ciągle wyglądała przez okno, a gdy ktoś pukał do drzwi, pędziła pierwsza zobaczyć, czy to nie mama. Starał się jej tłumaczyć, że mamy już nie będzie, ale Ala miała dopiero trzy latka i serce dziecka nie docieka ono po prostu potrzebuje mamy.
Fiodor wiedział, że choćby stawał na głowie, nigdy nie zastąpi jej mamy, matczynej czułości, bliskości.
Bał się zawieść w Lidii czy ona Alę pokocha.. Ale gdy zobaczył, że Ala jest roztrzęsiona na myśl, że Lidia odchodzi, poczuł spokój.
Ala złapała Lidię za rękę i poprowadziła do swojego pokoiku. Odsłoniła narzutę, zaczęła rączkami bić poduszki jak prawdziwa gospodyni, a potem wskoczyła na łóżko i skakała pod sam sufit ze szczęścia.
Lidia przypomniała sobie swoje dzieciństwo Jak przyszła macocha i ciągle wypominała jej ostatni kawałek chleba, jak przed swoimi córkami chowała słodycze, albo biła ją po rękach za źle zrobioną robotę. Jak ciągle musiała nosić stare, połatałe suknie po siostrach. Jak ojca pijaka kładko się na podłodze, a ona go po cichu przykrywała swoją kołdrą. Jak macocha groziła jej, że pierwszego lepszego mężczyznę na jej niechciane zamążpójście znajdzie, jak rzucała przekleństwa.
Ze ściśniętym gardłem podeszła do Ali, mocno ją objęła i położyła się z nią. Ala zasnęła spokojnie i szczęśliwie. Fiodor przez szczerą radość nie wiedział, jak okazać Lidii wdzięczność pili herbatę i po prostu na siebie patrzyli, uśmiechając się. Lidia już nie wróciła do domu macochy Fiodor jej nie wypuścił.
Stwierdził żona powinna być przy mężu, a nie tam, gdzie na nią czekać nie chcą…







