Zdrada ukryta pod maską przyjaźni

Zdrada pod maską przyjaźni

Zima tego roku zawładnęła całym światem, jakby chciała przemówić śniegiem zza zasłony rzeczywistości białe płatki spadały nieprzerwanie, zasypując ulice Warszawy i podwórka niczym gruba kołdra marzeń. Wszystko płynęło w mroźnym powietrzu jak zamrożone chmurki waty cukrowej, podkreślone tylko przez przezroczysty chłód, który szczypał w policzki i sprawiał, że nawet powietrze brzmiało cicho, jakby wypowiadane w myślach.

Tymczasem mieszkanie Marzeny i Szymona trwało w innej bajce ciepło owinęło ściany puszystym futrem, zamieniając świat poza oknem w odległe, białe widowisko. Kremowa lampka rozlaną plamą światła odganiała chłód, rozświetlając stosik książek i miękko odbijając się od starego kredensu.

Oboje siedzieli razem na kanapie, przykryci błękitnym kocem, popijając herbatę z miodem, jakby zanurzeni w aksamitnej ciszy. Telewizor mrugał ciepłym światłem, sącząc z ekranu beztroską, polską komedię rodzinną, która bardziej uspokajała niż bawiła. Marzena patrzyła na film z lekko przymrużonymi oczami, śledząc jednocześnie własne wewnętrzne obrazy. Szymon zaś raz po raz zerkał w stronę okna, przez które śnieg wirował jak drobiny szkła w śnieżnej kuli.

Ich spokojny świat nagle przerwał melodyjny dzwonek telefon Szymona zadźwięczał niespodziewanie, jak echo z innego wymiaru. Sięgnął po smartfona z wahaniem, jakby dźwięki były zapowiedzią czegoś obcego, i westchnął, zobaczywszy kto dzwoni:

Znowu Przemek… powiedział do żony. Trzeci raz już dziś.

Marzena lekko obróciła głowę, ale nie oderwała wzroku od ekranu.

Zgaduję, że znowu zaprasza nas na działkę rzuciła spokojnie. Przecież ostatnio ją kupił, musi świętować. Jakoś w jego przypadku słowo nie po prostu rozmywa się w powietrzu.

Szymon zaakceptował połączenie, jakby próbował nie dopuścić do ucieczki wieczornej ciszy.

Cześć, Przemku rzucił z udawaną energią.

Szymon! Kiedy w końcu się pojawisz? w głosie przyjaciela brzmiał bezgraniczny entuzjazm, niczym echo Wesela na Wyspie. Wszystko gotowe: sauna nagrzana, stół zastawiony, znajomi już się schodzą. No, nie bądź domatorem! Przyjeżdżajcie z Marzeną, będzie super!

Szymon milczał chwilę, spoglądając ukradkiem na żonę. Marzena ledwo widocznie pokręciła głową. Nie wypowiedziała słowa, ale jej gest przeszył wieczór mocniej niż dźwięk telefonu: hałaśliwe spotkania, gwar przy stole, kręcące się butelki wódki, przegryzane śledziem tego im teraz było nie trzeba. Pragnęli tylko ciszy, siebie nawzajem, herbaty z cytryną i rozmowy o niczym.

Milczenie Szymona zrodziło w głowie pomysł natychmiast po niego sięgnął.

Wiesz co… odezwał się cicho. Marzena pojechała na dwa dni do mamy, do Gdańska. Samemu nie będę się włóczył, rozumiesz. Ktoś jeszcze jej coś powie nie tak Wolę nie napytać sobie biedy. Obiecuję, że przyjedziemy następnym razem.

Przemek zamrugał zaskoczony ciszą, po czym odezwał się jakby z drugiego brzegu Wisły:

Ale jak to? Kiedy wraca?

Jutro wieczorem odpowiedział Szymon z teatralnym żalem. Tak wszystko się niespodzianie ułożyło… Mieliśmy tyle planów! Mieliśmy iść do kina, na lodowisko chcieliśmy się wybrać, póki pogoda pozwala. Ale trudno. Następnym razem, dobrze?

Po krótkiej pauzie w słuchawce, głos Przemka był niepokojąco pogodny:

No dobra… Ale daj znać, jak wróci. Tęsknię za waszym towarzystwem!

Jasne, odezwę się, zobaczymy się pewnie w kolejny weekend odparł Szymon, słodząc głos jak miód w zimowej herbacie.

Odłożył telefon. Usta same wygięły mu się w uśmiech.

Uff, ledwo wymigałem się przed imprezą powiedział do Marzeny. Czemu on taki natarczywy? Przecież jasno sygnalizowałem, że nie chcę jechać! Co, mam patrzeć jak oni topią żale w Żubrówce? Przemek inaczej nie potrafi. Wolę być z tobą.

Objął ją za ramiona, a ich świat znów otulił ciepły pled, wokół nich krążyły płatki śniegu na granatowym tle okna, a komediowa opowieść sączyła się z telewizora niczym bajka z dzieciństwa, która nigdy nie przechodzi w coś groźnego.

Marzena przytuliła się mocniej, wtulona w znajome bezpieczeństwo, gdy zegar stukotał jednolitą rytmiką. Pokój pachniał jaśminową herbatą i cichym światłem. Wszystko tworzyło kokon, w którym nic złego nie mogło ich dosięgnąć.

I ja tak wolę powiedziała cicho, podnosząc wzrok do jego oczu. Obejrzymy do końca ten film i zaraz pójdziemy spać. Nic więcej nie trzeba.

Szymon się uśmiechnął, w myślach już gasząc światła i okrywając się ciepłą kołdrą, podczas gdy wiatr śpiewał za oknem Mazurka Dąbrowskiego w śnieżnej wersji. Ale wtedy zadzwonił telefon jakby któryś z aniołów pocztowych chciał się upewnić, czy pora na zamęt już nadeszła.

Szymon spojrzał z niepokojem na wyświetlacz: ten sam numer.

Przemek, przecież mówiłem zaczął głosem, w którym pobrzmiewała już niecierpliwość.

Szymon głos Przemka teraz był sztywny, twardy jak kawałek lodu wrzucony do wódki jestem w klubie Lustra, spotkaliśmy się tu ekipa przed wyjazdem na działkę. Słuchaj, siedzi tutaj Marzena… z jakimś facetem. Piją razem, ona go ściska. Nie chciałem się mieszać, ale powinieneś to wiedzieć. Przecież mówiła ci, że pojechała do mamy! Kłamie ci prosto w oczy!

Szymon zdrętwiał, patrząc na żonę, potem w ekran jakby próbował znaleźć wyjście z nieoczywistego snu. Czy Przemek naprawdę to widzi, czy śni im się to samo?

Co takiego? dopytał z powątpiewaniem, czując jak rozsądek rozmywa się niczym ślady na śniegu. Może ją z kimś pomyliłeś? Przecież ją widzę, siedzi tuż obok mnie.

Jestem pewien Przemek brzmiał jak Marszałek na odprawie. Jest pijana, krzyczy, śmieje się. Nawet się mnie nie wstydzi. Chcesz, dam jej słuchawkę?

Szymon zamknął oczy na dłuższą chwilę, próbując uporządkować rozsypane wspomnienia. Gdzie zaczyna się prawda? Ich przyjaźń rozgrzała się do czerwoności pustych podejrzeń. Może to figiel, może halucynacja.

Daj jej mruknął przez zęby, włączając głośnik.

W ucho wdarły się urywane basy disco polo, rozbiegane śmiechy i chaotyczne rozmowy. Potem, przez chaos, wdarł się głos, łudząco podobny do Marzeny Szymon poczuł ukłucie pod mostkiem.

Halo? Kto mówi? usłyszał dziewczęcy głos, lekko zachrypnięty, rozbawiony.

Szymon spojrzał z przestrachem na prawdziwą Marzenę, która zamarła na kanapie ze zdruzgotanym wyrazem twarzy.

Marzena? spytał, próbując nie dopuścić drżenia do głosu. Tu Szymon. Co się dzieje?

Z głośnika dobiegł rozbawiony śmiech, potem głos, już bezczelny i odległy:

Daj mi spokój, Szymon! Chcę się bawić, mam dość twojej szarej codzienności. Będę imprezować, dopóki nie padnę!

Marzena zerwała się z kanapy, blada jak ściana. Przycisnęła dłoń do piersi, szeptała zaskoczona:

Co za brednie! Kim jest ta dziewczyna? Skąd zna twoje imię? Dlaczego gra moją rolę?

A gdzie jesteś?

Jakie to ma znaczenie? głos zabrzmiał jak trzaśnięcie drzwiami. Nawet jeśli jestem twoją żoną, nie zamierzam ci się tłumaczyć. Robię, co chcę!

W tle znów śmiech i szczęk kieliszków, potem Przemek wtrącił się jeszcze raz:

No słyszysz, Szymon? Mówiłem!

Szymon wyciszył go, czując jak w środku zderzają się lód i ogień.

W porządku, wyjaśnię to jutro. Nie dzwoń więcej rzucił i szybko wyłączył połączenie.

Ręce mu drżały, patrzył w sufit, jakby oczekiwał napisu końcowego. Spojrzał na Marzenę. Głos tamtej był identyczny jak jej czy to już sen w śnie?

Dziewczyna opadła na kanapę, patrzyła wyczekująco.

To był teatrzyk… Co się tu działo? wyszeptała, przygryzając wargę.

Szymon potarł głowę, jakby próbował rozczesać gęstwinę własnych myśli.

Nie wiem… Ale głos jak twój, nawet ton. To chyba nie przypadek.

Przemek był taki przekonany dodała Marzena z drżeniem w głosie. Gdybym rzeczywiście nie była w domu, uwierzyłbyś w to wszystko…

Szymon popatrzył na nią łagodnie i przytulił. Czuł jak bije jej serce, a on sam staje się jej jedynym schronieniem.

Zawsze bym coś wyczuł zapewnił. Ty byś tak nie postąpiła. Może ktoś się bawił naszym kosztem… Sprawdzę jutro nagrania z klubu, jak trzeba. Znajdę tę dziewczynę.

Marzena wczuła się w jego ramiona. Strach ustępował ciepłu obietnicy, że nie są sami w tym rozpadającym się świecie. Oddychała głęboko, pozwalając resztkom chłodu opuścić ciało.

Ja też chcę wiedzieć: kto i dlaczego powiedziała cicho.

Szymon wzruszył ramionami, ale w jego oczach tliła się już decyzja. Ścisnął jej dłoń, mówiąc bez słów: razem pokonają każdą śnieżycę.

**********************

Następnego poranka Marzena siedziała przy stole, popijając miętową herbatę i sącząc przez myśli dziesiątki spraw z pracy. Nagle telefon, jakby wybudzony z letargu, znów zawołał imię Przemka. Zawahała się, zanim odebrała. Ostatnia noc wypełniała ją podejrzeniem i iskrą gniewu.

Cześć odezwał się Przemek tak ostrożnie, jakby stąpał po zamarzniętym jeziorze. Rozmawiałaś już z Szymonem po wczorajszym?

Ścisnęła telefon, chcąc uzyskać odpowiedzi. Chciała rozegrać tę rozmowę według własnego scenariusza.

Tak. Pokłóciliśmy się. Obwinia mnie o rzeczy, których nie zrobiłam i nie chce słuchać wyjaśnień. Twierdzi, że go okłamuję.

Nastąpiła cisza przez chwilę słyszała tylko cichy oddech w słuchawce, aż w głosie Przemka pojawiła się ledwo wyczuwalna nuta zadowolenia.

Tak myślałem Od dawna powtarzam, że Szymon cię nie docenia. Nigdy nie rozumiał, jaka jesteś naprawdę.

W jej piersi znów coś zapłonęło, ale panowała nad tonem. Potrzebowała odpowiedzi.

O co ci chodzi? zapytała rzeczowo.

Przemek zniżył głos niemal do szeptu jakby zamawiał lody przez szparę w drzwiach.

Ty zasługujesz na więcej, Marzena! Chciałem to powiedzieć od dawna… Kocham cię. Naprawdę! Zawsze będę o ciebie dbał. Jeśli zostawisz Szymona będę przy tobie. Zawsze.

Marzena zamilkła, próbując uporządkować myśli. Czy Przemek to planował od dawna? Ułożył intrygę, wykorzystując kryzys, by wyznać miłość?

Wzięła głęboki wdech.

To dla mnie zaskakujące. I nie na miejscu. Kocham Szymona i sami rozwiążemy swoje sprawy. Nie wtrącaj się.

Przepraszam, jeśli powiedziałem za dużo. Ale chcę, żebyś wiedziała, że masz się do kogo zwrócić. Szymon źle cię traktuje, szuka tylko wymówki, żeby cię zostawić! Zależy mi, żebyś czuła się bezpieczna!

Marzena ścisnęła telefon tak, że palce pobielały.

Wiesz co, Przemek powiedziała lodowato po pierwsze, byłam wczoraj w domu. Po drugie nie kłóciliśmy się z Szymonem. Po trzecie, wiem już, że to ty wszystko ustawiałeś. Nie wiedziałam tylko po co. Teraz już wiem.

Ponownie cisza czuła niemal fizycznie, jak szuka kłamstw, próbuje odwrócić kota ogonem.

Co…? wydusił, ale niemal od razu odzyskał rezon: Ale o czym ty w ogóle mówisz?

O tej dziewczynie ze swoim głosem, tej mistyfikacji w klubie. Ty to wymyśliłeś, ty ją poprosiłeś, by zagrała mnie. Chciałeś nas poróżnić. To prawda, prawda?

Chwila ciszy, aż w końcu wybuch głos Przemka przeszedł w desperację:

Tak! To prawda! Bo kocham cię, Marzena! Bo widzę, jak Szymon cię traktuje. Chcę, żebyś była szczęśliwa ze mną!

Marzena zamknęła oczy, czując zimną wściekłość w głębi serca. Ale jej ton był stalowy:

Ze mną? Nigdy w życiu! Zdradziłeś przyjaźń. Zdradziłeś moje zaufanie. Po co? Dla własnych złudzeń?

Przepraszam… głos Przemka całkiem stracił pewność. Próbowałem… Myślałem, że jak się pokłócicie, zauważysz, że to ja jestem lepszy niż Szymon. Tylko ciebie kochałem, nikt nie był jak ty… Ale nie potrafię cię zapomnieć…

Marzena przybrała ton zimnej decyzji:

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy być z tobą. Zdradziłeś wszystko dla własnych urojeń.

Przepraszam… usłyszała cicho w słuchawce.

Nie potrzebuję przeprosin. Nasza znajomość jest skończona. Nigdy więcej nie dzwoń do mnie ani do Szymona, bo pokażę mu nagranie tej rozmowy.

Rozłączyła się, powoli odkładając telefon na stół. Przez kilka sekund palce jej lekko drżały, ale już opanowała nerwy. Spojrzała w okno, za którym śnieg padał z taką samą obojętną regularnością, jakby nic się nie stało.

Wtedy wszedł Szymon. Dostrzegł jej powagę i zamarł w progu.

No i…? zapytał niepewnie.

Marzena odwróciła się i z gorzkim uśmiechem powiedziała:

Wszystko jasne. To on to ustawił. Przyznał się, że mnie kocha i chciał nas poróżnić. Obiecał złote góry. Był takim przyjacielem

Szymon usiadł obok niej, ścisnął dłoń mocno, bez słów. W tym geście było wszystko, co chciał jej przekazać: Jestem. Jesteśmy razem.

Więc nigdy nie był przyjacielem szepnął. Daruj sobie myślenie o nim. I tak czułem, że coś jest nie tak, ale dowodów nie miałem. Teraz wszystko się ułożyło.

Tak przytuliła się do niego. Ale przynajmniej znamy całą prawdę.

W jej głosie nie było żalu ani rozczarowania tylko ulga i zrozumienie. Zamknęła oczy na chwilę, przez nos wciągając zapach cynamonu, herbaty i świeżo upieczonego chleba.

Wiesz co… nagle się rozpromieniła to nawet dobrze. Już nigdy nie muszę wymyślać wymówek, by nie jeździć na te imprezy. Zawsze mogę powiedzieć, że jest tam ktoś, kogo nie chcę spotkać.

Zaśmiała się cicho, ze śmiesznym błyskiem w oku.

Szymon odpowiedział śmiechem czystym, beztroskim.

Będziemy sobie oglądać filmy i pić herbatę, mruknął. Nigdzie nie wychodzić, poza nasz świat.

Idealnie zgodziła się, zaciągając na siebie koc jeszcze mocniej.

I tak, w blasku lampki i skrzypieniu śniegu pod oknem, ich maleńki świat znów stał się bezpieczną wyspą. Tylko oni, otuleni ciszą, z pewnością, że nikt już nie zakradnie się tutaj z cudzego snu.

*************************

Przemek siedział w kuchni, gapiąc się w zimny kubek herbaty, gdzie cętki cytrynowego pyłu osiadły na dnie jak resztki wspomnień. Jego własne myśli rozchodziły się w głowie jak ponure echo: Nigdy więcej do mnie nie dzwoń.

Zamiast żalu w jego sercu rodziło się coś na kształt uporu i rozżalenia głucha, ciężka złość, która miażdżyła mu klatkę piersiową jak nocny koszmar.

Dlaczego to nie ja?! wykrzyknął, strącając ze stołu okruchy herbatników.

Przed oczami przesuwały mu się obrazy Marzeny, dziewczyny, która głosem i profilem przypominała Marzenę spotkał ją w kawiarni na Nowym Świecie. Kiedy zaproponował jej tę grę, uśmiechnęła się: Uwielbiam takie żarty!

Stał potem na uboczu w klubie, patrząc jak udaje pijaną żonę Szymona. Czuł dreszcz triumfu, gdy myślał: Uda się, Marzena zrozumie, że Szymon jej nie docenia…

A teraz został tylko mróz i gorzkość.

To nie moja wina! szepnął z uporem, przecierając dłońmi blat. To oni są ślepi. Szymon nie dorasta mi do pięt!

Zamknął oczy. Widział ich w wyobraźni: siedzą razem, śmieją się, rozmawiają świat, którego nigdy nie odzyska. Przyjaźń z Szymonem stracił bezpowrotnie.

Telefon leżał martwy na blacie, a śnieg za oknem opadał spokojnym, nieubłaganym rytmem. Przemek już nie zamierzał dzwonić. W głowie kiełkowała tylko samotna myśl:

Nie zrezygnuję. Jeszcze kiedyś zrozumie, że to ja byłem wart jej świata…

Spojrzał przez okno, na wielką ciszę śniegu na Saskiej Kępie. Ale nikogo już tam nie było tylko on sam i jego porażka.

Oceń artykuł
Newskey24
Zdrada ukryta pod maską przyjaźni