Jest taki rodzaj ludzi, z którymi po prostu nie potrafię się dogadać. Mało kto lubi znosić tak zwane „toksyczne osoby”. Opowiem Wam historię, która wydarzyła się naprawdę, inspirując się przeżyciami mojego kolegi. Zapisuję ją w moim dzienniku, pod wpływem refleksji po rozmowie z nim.
Mam dobre relacje z bliską krewną, z którą utrzymuję szczery kontakt. Często się odwiedzamy i wymieniamy nowościami z życia. Tym razem wpadłem do Anny na herbatę po drodze kupiłem sernik i ruszyłem do niej.
Niestety, nie trafiłem w najlepszy moment, bo Anna miała już gościa. Okazało się, że przyszła do niej Zofia, sąsiadka z drugiego piętra. Kobieta już w podeszłym wieku, z którą niełatwo znaleźć wspólny język. Odkąd przeszła na emeryturę, większość swojej renty wydaje na alkohol. Zofia nienawidzi pić sama, więc kręci się po klatce w poszukiwaniu towarzyszy do kieliszka. Jest bardzo natrętna.
Zawsze staram się trzymać Zofię na dystans nie znoszę takich ludzi jak ona. Nie panuje nad sobą, mówi bez sensu, nie myśli, co i do kogo mówi. Dlatego pozostaję wobec niej chłodny i zdystansowany. Chciałem już wychodzić, ale Anna nalegała, żebym został jeszcze chwilę. Nie sprzeciwiałem się, bo nie planowałem i tak długiej wizyty. Gdy czajnik stał już na gazie, Zofia zaczęła swoją paplaninę.
Nie każdy wytrzyma w towarzystwie takiej osoby, jak ona. Najpierw chce się płakać z bezsilności, potem człowiek się śmieje z absurdów. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, jak można zapraszać do siebie takiego nudziarza. Ja bym jej do domu nie wpuścił.
Wytrzymałem jeszcze kwadrans i postanowiłem się zmyć. Słuchanie jej wynurzeń przerosło moje siły. Później Anna opowiedziała mi, co zaszło zaraz po moim wyjściu. Przyszła do niej jeszcze inna dobra koleżanka, Kinga. Początkowo było spokojnie, ale wkrótce Zofia zaczęła dzielić i rządzić.
Doszło do tego, że Anna z Kingą się pokłóciły.
Nie uwierzysz! opowiadała Anna. Zofia tak nas podpuściła, że prawie doszło do rękoczynów! Pierwszy raz w życiu coś takiego przeżyłam…
Wtedy zrozumiałem na własnej skórze, czym się różni toksyczność od zwykłej trudności w komunikacji. Zofia świetnie do tego pasuje. W jej towarzystwie sprzeczka wyrasta dosłownie znikąd. Cały blok wie, żeby lepiej na nią uważać nikt nie chce się z nią zadawać. Jedynie Anna wykazuje wobec niej jakąkolwiek cierpliwość.
Ale nawet ona powoli zaczyna rozumieć, że to nie ma sensu. Anna powiedziała mi później:
Wiesz, ja i Kinga znamy się od liceum. Przeszłyśmy już niejedno. A tu nagle przez Zofię kłótnia o byle głupotę. Rozmawiałam z Kingą sama potem stwierdziła, że czuła się jak zahipnotyzowana. To się naprawdę dzieje, prawda?
W końcu Anna przejrzała na oczy. Nie ze wszystkimi warto się zadawać, czasem lepiej kogoś omijać szerokim łukiem. Ja sam poczułem się szczęśliwy, że w moim bloku nie mam takich sąsiadów wszyscy są raczej w porządku.
Jakieś dwa tygodnie później Anna dała mi znać, że Zofia jednak się wyprowadziła. Sprzedaje mieszkanie i zamieszkała z córką. Podobno powodem były rodzinne kłopoty. Zapanował spokój w całym budynku. Tak to już bywa… Jedna osoba potrafi uprzykrzyć życie wielu ludziom naraz.
Otoczenie ma ogromne znaczenie. Każdemu życzę przyjaznych sąsiadów i spokojnej rodziny. Szkoda nerwów na dziwaków i toksycznych ludzi mam swoje zdrowie tylko jedno.




