W zeszłym tygodniu przyjechała do mnie w odwiedziny siostrzenica i zaczęła opowiadać o swojej przyjaciółce z klasy. Mimo swojego młodego wieku dwudziestu jeden lat, już dorobiła się ładnego, choć niewielkiego mieszkania w świetnej okolicy oraz samochodu. Pracowała jednocześnie studiując i jej przyszłość malowała się w pięknych barwach.
Pewnego dnia do mieszkania Beaty zapukała jej siostra cała zapłakana. Okazało się, że jest w ciąży, a ojciec dziecka powiedział, że go to nie obchodzi. Beata przygarnęła siostrę do siebie i razem mieszkały w jej małym mieszkaniu. Miesiące mijały i dziecko przyszło na świat, był to zdrowy chłopczyk.
Jola, siostra Beaty, zaczęła starać się o alimenty, które miał płacić na syna jego ojciec. Musiała zaspokoić choć podstawowe potrzeby syna bo sama nie pracowała, więc żyli z przyznanych alimentów oraz dodatków pobieranych z miejskiego ośrodka pomocy społecznej. Beata widząc jak biednie żyje jej siostra i siostrzeniec chętnie pomagała im finansowo, kupując jedzenie, ubranka i zabawki dla maluszka. Beata coraz bardziej kochała chłopca, gdy jego matka spała, kobieta wstawała w nocy, karmiła i zmieniała pieluchy. W pewnym momencie wzięła urlop w pracy i każdą wolną chwilę spędzała z niemowlęciem. Jola była ogromnie wdzięczna siostrze za pomoc, w końcu czuła się wolna, chodziła na randki i dyskoteki. Po pewnym czasie poznała fantastycznego mężczyznę, w którym się zakochała i z którym zaczęła planować przyszłość.
Niestety związek Jolanty nie przetrwał i siostra wciąż mieszkała u Beaty. Mijały miesiące, a sytuacja mieszkaniowa się nie zmieniała. Chłopiec dorastał w przekonaniu, że dostanie wszystko czego zapragnie. Beata nie mogła się mu oprzeć i spełniała każdą zachciankę siostrzeńca. W wieku trzech lat był tak rozpieszczony, że nawet gdy poszedł do przedszkola, Jola wciąż była wzywana na rozmowę w sprawie zachowania syna. Dziecko biło inne dzieci, wyrywało im zabawki, jeśli nie dostawał tego czego chciał kładł się na podłodze i płakał tupiąc nogami. Jolanta martwiła się zachowaniem syna, ale Beata nie wierzyła w to co mówiła wychowawczyni chłopca, dla niej on był idealny.
Któregoś dnia przyjechała w odwiedziny babcia malca. Gdy dziecko zobaczyło, że kobieta przywiozła dla niego tylko czekoladę, zdenerwowało się. Chłopiec wykrzyczał:
„Wynoś się stąd, ty starucho! Przynieś mi zabawkę, a jak nie to nie przychodź!”. Wszyscy byli w szoku jak mały chłopiec odezwał się do dorosłej osoby i przejrzeli na oczy. Zdali sobie sprawę, że bezstresowe wychowanie nie jest dobrym wyjściem z sytuacji.







