Wyszłam za mąż, gdy miałam niewiele ponad dwadzieścia lat. Nie musiałam tak szybko się wiązać, nie byłam w ciąży, po prostu się zakochałam. Zanim się pobraliśmy, byliśmy razem przez około rok. Potem Marcel mi się oświadczył, a ja z radością odpowiedziałam „tak”.
W tym czasie ja i mój mąż pracowaliśmy w tym samym supermarkecie. Byłam kasjerką, a on był kierownikiem. Tak czy inaczej, nasza praca nas do siebie zbliżyła. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zawsze był taki grzeczny i miły. Przynosił kwiaty, czekoladki jak prawdziwy gentelman.
Zaraz po ślubie zdecydowaliśmy, że będziemy ze swoich wynagrodzeń dorzucać po równej części do domowego budżetu, i będziemy ze wspólnej puli opłacać mieszkanie, kupować jedzenie czy paliwo do samochodu. Wydawało się sprawiedliwe, aby część pieniędzy przeznaczyć na podstawowe wydatki, a to co zostało, na swoje przyjemności. Wkrótce pojawiła się również dodatkowa skarbonka, do której wrzucaliśmy pieniądze na wakacje.
Wszystko było dobrze do czasu, gdy mój mąż postanowił zmienić pracę. Na nowym stanowisku jego pensja była dwa, a nawet trzy raz większa od mojej. Zaczęłam zagadywać do męża, że skoro więcej zarabia może mógłby dorzucać więcej pieniędzy do wspólnej puli na podstawowe wydatki. Uważałam, że w tej sytuacji byłoby to sprawiedliwe. Mąż stanowczo odmówił, mówiąc mi, żebym poszukała pracy z wyższą pensją.
Dlaczego zaproponowałam, żeby oddawał więcej pieniędzy? Razem kupujemy artykuły spożywcze, za wspólnie odłożone pieniądze, ale mój Marcel je pięć razy więcej niż ja. Dodatkowo, gdy jego dochody wzrosły, zaczął jeść droższe i bardziej wyszukane jedzenie. Nie sądzę więc, że jednakowa składka ode mnie jak i od niego jest sprawiedliwym rozwiązaniem. Jestem drobną kobietą, na raz mogę zjeść maksymalnie dwa kawałki pizzy, gdy mój mąż bez problemu pochłania całą, a po posiłku ma ochotę jeszcze na deser.
Któregoś razu poszliśmy na zakupy, każdy wziął koszyk na swoje zakupy spożywcze. Ja poszłam w jedną stronę, a mój mąż w drugą. Marcel wkładał do koszyka różne rodzaje mięsa, ryby, kawior, kilka butelek wina, więc niczego sobie nie odmawiał. Ja miałam w koszyku kaszę gryczaną, makaron, pierś z kurczaka i trochę warzyw. Przy kasie każdy płacił za siebie.
Po powrocie do domu zrobiłam sobie makaron z kurczakiem, zjadłam go i położyłam się na kanapie. Mój mąż zapytał mnie, kiedy będziemy jeść kolację.
– Już jadłam, kochanie! – Odpowiedziałam.
– Nie rozumiem, a ja co mam jeść? – Marcel był zaskoczony.
– Ja zapłaciłam za to co zjadłam. Nie będę jeść Twoich produktów, więc dlaczego mam gotować? To jest twój problem! – oświadczyłam.
Urażony poszedł ugotować cielęcinę i zrobić surówkę z kapusty i pomidorów. Słuchałam jak mamrota coś pod nosem, był zły. Nie wiem dlaczego uznał, że połączenie kapusty i pomidora jest dobre. Kiedy „obiad” był już gotowy, do pokoju wszedł Marcel, ostentacyjnie kręcąc nosem. Przez następne pół godziny patrzyłam, jak próbuje wcisnąć w siebie gumową cielęcinę i sałatkę, popijając to wszystko winem.
Tak minął tydzień. Mój mąż wracał do domu z pracy zmęczony i głodny. W końcu zdecydował się na rozmowę.
– Julio, czy możesz mi wyjaśnić, po co mi żona, która nie chce dla mnie gotować? – zapytał.
– Nie gotuję dla Ciebie, mój drogi, bo mnie nie szanujesz! – odpowiedziałam.
– Czy ja cię nie szanuję? – zdziwił się małżonek.
– Nie, Kochanie, gdybyś chciał żyć ze mną jak partner z partnerką, w zgodzie i miłości, to przyjąłbyś moją propozycję zwiększenia swojego wkładu do rodzinnego budżetu. Dobrze wiesz, jak dużo jesz, i nie możemy porównywać naszych porcji. Inwestujemy po równo, ale okazuje się, że ja kupuję jedzenie i gotuję, a to, co mi zostaje z mojej pensji to marne grosze, za które już nic nie mogę kupić dla siebie.
Marcel popatrzył na mnie i się zamyślił. Po chwili odrzekł.
– Masz rację. Ja jem dużo więcej, i moje jedzenie więcej kosztuje. Więc od dziś każdy kupuje artykuły dla siebie. W większości obiady będę jadał na mieście, więc nie musisz mi gotować, oczywiście jeśli masz ochotę możesz chodzić ze mną, ale każdy będzie brał swój rachunek. Reszta pozostanie bez zmian, wciąż wspólnie będziemy opłacać mieszkanie i samochody. Mnie się podoba takie rozwiązanie, a jak Tobie Julio?
Popatrzyłam na niego zszokowana, i krzywo się uśmiechnęłam. W duchu pomyślałam „po co mi taki mąż?”








